Bożena podwinęła rękaw. Od srebrnej
tarczy zegarka odbiło się słońce. Kobieta zrobiła daszek z ręki i przymknęła
powieki, niewiele widząc w tym jasnym świetle. Kornelia stanęła pod kątem —
wskazówki dochodziły do dwunastej. Westchnęła z irytacją, rozkładając w
zrezygnowaniu ręce. Wydawało się, że już trzeci raz cofnęła się w czasie. I
znowu chwilę wcześniej niż poprzednim razem.
Co
się tu dzieje?, pomyślała,
drapiąc po głowie. Zachowała się nieostrożnie, przymknęła powieki, kiedy
powinna trzymać otworzone oczy i nie pozwolić Tanatosowi odejść. Tak się nie
stało i teraz mogła tylko żałować decyzji. Włosy,
myśl przyszła, kiedy gmerała wśród nich. Może wcale nie doświadczyła tylko
trzech cofnięć? Może nie pamiętała ich z jakimś przyczyn? Zdała sobie sprawę,
że od teraz musi oznaczać każdy cykl, aby się w nich nie pogubić.
Wyrwała trzy włosy i rozciągnęła
cieniutki kosmyk w dłoni, przyglądając się siwej barwie. Przywiązała je wokół
palca.
Bożena ruszyła, a Kornelia podążyła za
nią. Nie zaszły daleko. Pani detektyw zatrzymała się przed czteropiętrowym
budynkiem i zadzwoniła do domofonu.
— Strasznie dzisiaj praży — stwierdziła,
ocierając mokre od potu czoło.
Zdjęła z siebie czarny żakiet i
przewiesiła go przez torbę na laptop. Rude włosy zgarnęła w jeden kucyk,
odsłaniając policzki i szyję pokryte całe w piegach. Pasowały do jej okrągłej,
lekko pyzatej twarzy. Nie wyglądała wyjątkowo. W oczy rzucały się jedynie
długie, patykowate nogi, ale nic poza tym. Przy Kornelii pozostało jednak
nieodparte wrażenie, że tej kobiecie można ufać. Ciepły uśmiech wzbudzał
zaufanie, ale nie wierzyła, że tylko to pobudza takie przeczucia.
Zadzwoniła jeszcze raz, kiedy nikt nie
otworzył drzwi.
Nagle starsza kobieta wyjrzała zza
plastikowego okna.
— Przepraszam, przepraszam, ale nie
mogłam dobrze wcisnąć. Już otwieram! — zawołała z góry gardłowym głosem.
Zakaszlała, a potem wpuściła Bożenę.
Kornelia weszła razem z nimi do środka.
— Witam serdecznie, Bożena Radwanik,
rozmawiałyśmy dzisiaj rano. — Wyciągnęła dłoń. — Mniemam, że pani Genowefa
Nowak?
— Tak, tak… — Kiwnęła, ale nie podała
dłoni.
Pani Nowak odwróciła się, prowadzając
Bożenę na pierwsze piętro. Nagle rozległ się huk. Starsza kobieta podskoczyła w
miejscu, a z mieszkania wyskoczył mężczyzna w okolicach pięćdziesiątki. Bogacz, opisała go jednym słowem
Kornelia, mrugając na widok świecących się dwóch złotych zegarków. Poprawił
krawat i prychnął pod nosem.
— O… — udał zaskoczonego — pani
detektyw przyszła, jak miło. — Zaklaskał. — W takim razie proszę odnaleźć
wnuczkę. Ty zajmiesz się resztą — zwrócił się do żony.
— Proszę, bądź…
— I tak zrobiłem więcej niż musiałem.
Wystarczy tego — przerwał nieznoszącym sprzeciwu głosem.
Bożena zmarszczyła brwi, hamując w
sobie złość. Wyjęła z kieszeni wizytówkę i podała ją mężczyźnie, tłumacząc:
— Rozumiem, że nie będzie pan obecny
przy rozmowie. W takim razie, gdyby potrzebował pan kontaktu czy zechciał odbyć
rozmowę, w innym terminie proszę zadzwonić. Umówimy się na spotkanie.
Posłała mu szczery uśmiech. Ten uniósł
dumnie podbródek, kierując na kobietę wyzywające spojrzenie. Ostatecznie
zrezygnował z jakiekolwiek komentarza i przeszedł obok w milczeniu. Kątem oka
Kornelia dostrzegła, że schował wizytówkę do kieszeni.
— Przepraszam za męża, ale ma rację… —
Westchnęła. — Faktycznie zrobił więcej niż musiał.
— Pani Nowak, może porozmawiamy w
mieszkaniu? — zaproponowała grzecznie, wskazując na drzwi.
— Tak, tak, tak będzie najlepiej —
zgodziła się. Weszła pierwsza, a dopiero za nią Bożena.
Kornelia podążyła za kobietami, lecz
zatrzymała się w progu. Przed jej oczami wyrósł przepiękny klomb składający się
najróżniejszych gatunków i rodzajów kwiatów. Zadbane rośliny kwitły przez cały
korytarz. Mieniły się złotem, zielenią, granatem i czerwienią, wydobywając z
siebie blask, który nie przypominał niczego podobnego z tego światła. Wzięła
głęboki wdech. Wstrzymała go, a potem potrząsnęła głową. Co ogródek robił w
środku mieszkania? Starsza kobieta wyszła naprzeciw i wzruszyła ramionami, nie
wiedząc, co powiedzieć. Wskazała palcem na kwitnącą różę.
— Wyrwałam i wyrosły nowe — wyjaśniła
lakonicznie. — Kawa? Może herbata?
— Wwoda — zająknęła się Bożena,
przyglądając z fascynacją wystającej z drewnianego panelu hortensji. — Taki
pani zastała widok?
— Tak — zawołała z kuchni — ciasnej,
dużo ciaśniejszej od tej, którą posiadali Agnieszka i Rafał. — Ale może
wyjaśnię pani wszystko od początku. Proszę wejść do salonu.
Zajrzała do wszystkich szafek, aż w
końcu znalazła szklankę. Nie znała tego mieszkania. Albo rzadko tu bywała, albo
to była jej pierwsza wizyta. Kornelię ogarnęło wrażenie, że mimo wszystko ta
starsza, ubrana w elegancką, kremową garsonkę, ze złotą broszką przy sercu,
kobieta ujrzała mieszkanie niedawno, po raz pierwszy w życiu.
— Przepraszam, ale może być z lekko
gazowana? — spytała, pokazując Bożenie butelkę.
— Oczywiście.
Weszła do pokoju i siadła przy stole,
przesuwając ręcznie robiony wazonik na bok.
— Podobno koleżanka mojej wnuczki to
zrobiła, gdy była jeszcze mała — rzekła dumnie, uśmiechając się do prostego
rękodzieła.
— Nie chcę być niegrzeczna, ale… —
zawahała się. — Podobno?
Kornelię również zaintrygowało to
słowo. Przybliżyła się do kobiet, chcąc ujrzeć reakcję pani Nowak. Z początku
nic się nie wydarzyło. W milczeniu zamyśliła się. Potem chwyciła materiałową
chusteczkę i przetarła nią mokrą twarz, wycierając makijaż, który skutecznie
zakrywał oznaki starości, równocześnie nie wyśmiewając właścicielki. Był
subtelny, nałożony stosowanie do wieku.
— Prawda jest taka, że ja nie znam ani
wnuczki, ani mojego zięcia — odparła z ulgą. — Pani nawet nie wie… — Zacisnęła
usta. — Ja przez lata bałam się komukolwiek powiedzieć, że mam wnuczkę. I to
wnuczkę, która urodziła się przez głupi wyskok mojej córki. To jest…
— Przepraszam, ale czy może zacząć pani
od początku? — przerwała, wystawiając ręce przed kobietą. — Naprawdę w tym momencie
potrzebuję zdobyć wszystkie informacje, ale po kolei. I czy mogłabym do razu
robić notatki?
— Oczywiście, proszę!
Bożena wyjęła z torby notes i długopis,
a potem ułożyła wygodnie plecy na oparciu krzesła, czekając na opowieść pani
Nowak.
— Moja córka zaszła w ciąże w trakcie
studiów — zaczęła niepewnie. — Mąż nie ucieszył się na tę wieść. Może w
przypływie gniewu, a może z pełnią rozsądku… — przerwała, wzdychając ciężko —
zdecydował, że należy się jej wyprzeć — dokończyła cicho. — Usłyszeliśmy od naszego
zięcia, że Joanna zmarła, rodząc naszą wnuczkę, Penelopę. Nie pojechaliśmy na
pogrzeb. — Pokręciła głową, zaciskając usta. — Czy pani jest w stanie sobie
wyobrazić, jak żałowałam tej decyzji? Ile razy płakałam po nocach, bo nie
mogłam godnie pożegnać własnego dziecka? A moja wnuczka? — Zacisnęła oczy, gdy
napłynęły do nich łzy. — Tyle pytań pojawiło się i zniknęło. Nigdy nie
wybaczyłam sobie tego, że dałam się sterroryzować mężowi i wybrać wygodne życie
zamiast rodziny… — Zamilkła.
Duch rozpaczy wyłonił się zza okno. Tak
samo mroczny i cichy, jak wcześniej. Nałożył łzy na oczy kobiety i odszedł.
Czarny tuż spłynął po policzkach,
skapując na stół.
Bożena wyjęła chusteczkę i podała
kobiecie. Przyjęła ją z wdzięcznością, wycierając twarz i wydmuchując noc.
— Chciała pani się zobaczyć z wnuczką,
a ona zaginęła — skończyła za nią.
— Zgadza się. — Kiwnęła. — Już od
jakiegoś czasu miałam kontakt z zięciem. Obiecał, że powoli przygotuje Penelopę
do spotkania, że potrzeba czasu. A wczoraj napisał mi, że… — Zasłoniła twarz
rękoma. — Wczoraj napisał mi, że spotkanie nigdy się nie odbędzie. Że Penelopa
zaginęła.
Pociągnęła nosem, po czym znowu wytarła
chusteczką całą twarz, rozmazując makijaż po skórze. Kornelia położyła rękę na
jej ramieniu, lecz ta przeszła przez nią. Chciała pocieszyć kobietę,
powiedzieć, że jeszcze uda się odnaleźć wnuczkę, dać złudną nadzieję. Pokręciła
głowę. Po co marnować słowa, gdy nikt jej nie słyszał?
Odsunęła się, dalej obserwując z boku
rozmowę.
Bożena podała pani Nowak kolejną
chusteczkę.
— Dziękuję — powiedziała starsza
kobieta, wycierając się.
Wyglądała okropnie. Zbladła, a Kornelia
zaczęła się obawiać, że za chwilę zemdleje. Bożena również zaniepokoiła się jej
stanem, pytając:
— Wezwać lekarza?
— Nie. — Pokręciła głową. — Dokończymy
tę rozmowę. Jeszcze jest parę rzeczy, które mnie niepokoją.
Bożena chwyciła mocniej za długopis,
przyciskając końcówkę do kartki papieru.
— Poszłam do szpitala, porozmawiać z
zięciem — dodała szybko. — A on powiedział mi tylko, że tej sprawy nie da się
rozwiązać i już nigdy nie odnajdą Penelopy. W pierwszej chwili pomyślałam, że
może on coś ma wspólnego z zagięciem mojej wnuczki, ale… — Pobłądziła wzrokiem
po pomieszczeniu. — Nie, to nie mógł być on. Za bardzo kochał swoją córkę. Od
początku nie podobała mi się ta rozmowa — podkreśliła. — Widziała pani?
Wstała i podeszła do szafy, wyjmując z
niej album ze zdjęciami w kratkę. Rzuciła nim o stół. Otworzyła, pokazując
kilkanaście zdjęć, na których znajdowały dwie dziewczyny w różnych etapach
swojego życia — od początku szkoły, przez studniówkę, a kończąc na
przedstawieniu teatralnym.
— Ktoś powinien to ułożyć sensowniej —
skomentowała Kornelia. Ręce aż są świerzbiły, chcąc poukładać zdjęcia w
odpowiedniej kolejności. Powstrzymała się — i tak nie zdołałaby ich dotknąć.
Bożena wyjęła jedną fotografii i
przyjrzała się jej, opuszkami muskając po twarzy czarnowłosej dziewczyny.
— To Kornelia. — Wstrzymała na moment
oddech. Nagle chwyciła za telefon i tworzyła galerię, w której trzymała plik ze
zdjęciem — przedstawiał tę samą osobę. — To Kornelia Dalińska, ofiara sprzed
dwóch dni — wyszeptała, odchylając głowę na oparcie.
— Tak, to też mnie zaniepokoiło —
zgodziła się pani Nowak. — Zapytałam zięcia. Okazało się, że były
przyjaciółkami.
— I policja nie sprawdziła tego tropu?
— Oczywiście, że sprawdziła, ale… —
zatarła dłoń — nic więcej. Sprawy wydają się niepołączone ze sobą. Poza tym
nacisk mediów i tutejszych władz sprawił, że wolą zająć się sprawą morderstw
aniżeli szukać mojej wnuczki.
— Przecież ona też może być ofiarą! —
Oburzyła się. — Albo… — urwała szybko. — Przepraszam.
— Albo jest sprawcą — dokończyła
Kornelia, przyglądając się z bliska zaginionej Penelopie. Nie wyglądała z
twarzy na przestępczynie, która zabiłaby najlepszą przyjaciółkę. Ale prawda
była taka, że jeszcze niedawno doświadczyła kłótni małżeńskiej, która w obu
przypadkach skończyła się tragedią. Okoliczności decydowały o tym, do czego
ktoś jest zdolny. Może za wcześnie oskarżała dziewczynę, ale nie chciała
również odsuwać ją z kręgu podejrzanych. Tanatos kazał zamknąć jej oczy.
Znalazła się przy pani detektyw i może właśnie odnalezienie Penelopy pozwoli
jej zaznać spokoju?
Pani Nowak wzięła album, a potem
przycisnęła do piersi, mając na twarzy przepiękny uśmiech.
— Wierzę, że ona gdzieś tam jest —
szepnęła. — Proszę ją odnaleźć. Dostanie oczywiście pani zaliczkę. Nie oczekuję
cudów, ale jeśli istnieje jakakolwiek szansa, że Penelopa… — Westchnęła. — Po
prostu proszę ją znaleźć i dać mi choćby po raz ostatni ujrzeć wnuczkę.
— Postaram się — obiecała. — Ale proszę
powiedzieć mi jeszcze jedno. Dlaczego ja? Nie wierzę, bym była jedynym
detektywem i jeszcze najlepszym w Lublinie. Więc dlaczego?
— W zasadzie to zięć panią polecił —
przyznała. — Powiedział mi, że tego rodzaju sprawą, może się zająć człowiek
pani pokroju. Że ma pani dojścia, których nie zna zwyczajny śmiertelnik? —
Odruchowo zaśmiała się.
— Mojego… pokroju? — powtórzyła
pytająco. — Dobrze, w takim razie dziękuję za rozmowę. — Wyjęła z kieszeni
wizytówkę i położyła na stole. — Jakby coś się działo, proszę dzwonić.
Wyszła, a Kornelia podążyła za nią.
Ostatni raz w progu spojrzała na panią Nowak. Duch rozpaczy powrócił,
towarzysząc tym razem kobiecie, która pozostała w cierpieniu sama. Nie opuścił
jej. Ciągle zbierał z twarzy własne łzy i podawał je kobiecie, razem z nią
przeżywając rozpacz.
Jest trochę spokojniej, ale też dostajemy nieco więcej informacji. Tajemnicza jest ta pani detektyw ;). Wciągam się coraz bardziej i czekam na więcej.
OdpowiedzUsuńOo! Świetnie, że zauważona została pani detektyw! I świetnie, że się wciągasz coraz bardziej! Teraz rozdziały będą troszkę spokojniejsze, ale raczej się nie wynudzisz!
UsuńRozdziały na 1000% będą raz na tydzień, może nawet na 2, jeśli utrzymam tempo pisania na studiach!!! Oby, oby! Ogromne dzięki za komentarz! To naprawdę świetnie, że mogę pisać dla kogoś ;)