[Pogromca smoków] Rozdział 75

 

Lucy wycofała się pomału wraz z Nashi, siadając w najdalszym kącie budynku, w najmniej widocznym i najbezpieczniejszym, biorąc pod uwagę walkę, na którą szykowała się gildia. Powietrze zrobiło się ciężkie, nad głowami wszystkich zawisła aura gotowości do walki, czekali już tylko na znak, kiedy mogą rzucić się do swoich gardeł i wypróbować moce na pozostałych. Wolała trzymać się od tego z daleka.

[Pogromca smoków] Rozdział 74 [9 lat minęło]

         

Trudno uwierzyć, ale taką pierwszą, poważną przygodę z pisaniem rozpoczęłam 9 lat temu (czuję się stara xd). Nie spodziewałam się, że publikując jeden fanfic, odnajdę pasję, przy której będę trwać w sumie nieustannie przez tak długi okres czasu. To wspaniałe uczucie! Dziękuję wszystkim serdecznie, że jesteście ze mną! Że mnie wspieracie! Że zostawiacie po sobie ślad, miły komentarz, gwiazdkę! Obyśmy się spotkali i za kolejne 9 lat!

Na dworcu nikt ich nie powitał.

Lucy stanęła z wypchanymi po brzegi torbami, z Nashi na rękach i Natsu kręcącym się po pozornie znanym miejscu, które zmieniło się przez lata. Przeszło renowację. Usunęli ich ulubioną ławkę — z jednej strony Natsu ją przypalił, z drugiej Gray zamroził i złamał. Niewielu po tej akcji odważyło się na nią siadać. Widziano na niej zazwyczaj czwórkę magów i niebieskiego kota, walczących o kawałek miejsca na drewnianej ławie, w oczekiwaniu na spóźniony pociąg. Ludzie odeszli, sława została, więc pozwolono sobie na odmianę.

[Forgetting Envies] Rozdział 28

                          

Wei Wuxian zerwał się z łóżka jeszcze przed Lan Wangji, który spał w spokoju kończącej się nocy. Wskazówki zegara nie przekroczyły piątej, na zewnątrz panowała ciemność, o tej porze żaden z członków sekty Lan nie chodził po Zaciszu Obłoków. Tym bardziej nikt się nie spodziewał, że pierwszy ze wszystkich obudzi się Wei Wuxian.

[Forgetting Envies] Rozdział 27

                         

Słodki, mocny aromat dotarł do jego nozdrzy. Kuszony intensywnym zapachem, podążył za nim ślepo, ignorując wcześniejszą wiadomość od Lan Qirena. Przeszedł nie więcej niż dwadzieścia kroków, gdy potknął się o napotkany po drodze kamień. Obudził się z amoku. Otworzył gwałtownie oczy. W podskokach przebył kawałek trasy, ostatecznie jakimś cudem odzyskując równowagę. Odetchnął z ulgą.

[Forgetting Envies] Rozdział 26

                        

Rozwiane przez wiatr pyły zaczęły wracać do miejsca, z którego zostały zabrane, łącząc i znów się dzieląc w świadomości, że jeszcze nie nadszedł właściwy czas na odrodzenie. Ich żałosny płacz rozbrzmiał wśród ciszy okalającej dwójkę kultywatorów i jednego dzikiego trupa. Zapomnieli o swoich sprawach i na moment skupili swoją uwagę na pojedynczych drobinkach, przemykających tuż obok ich twarz. Jęki były nienaturalne, przypominały trochę płacz dziecka, trochę żal dorosłego człowieka.

[Forgetting Envies] Rozdział 25

                       

Życie wielokrotnie poddawało Wei Wuxiana próbom, którym nigdy nie sprostał. Śmierć, zniszczenie i ból towarzyszyły mu wraz z głębokimi wyrzutami sumienia, które na końcu doprowadziły go do śmierci, zaprowadzając na skraj przepaści, by ją przekroczył. Przeszłość złudnie zostawił za sobą wraz z ostatnim krokiem. W chwili ponownego odroczenia, ból zawitał na nowo. Jednak nigdy nie przepuszczał, że tyle cierpienia przyniesie mu widok dawnego przyjaciela, skutego w łańcuchy, zamkniętego w samotności na tysiące lat, ze świadomością, że nigdy nie umrze.

[Pogromca smoków] Rozdział 73

           

Położyli Nashi spać — zbyt długo przetrzymali ją na kolacji i nim się zorientowali kolejne latarnie przy oknach zaczęły gasnąć. Zapomnieli o nocnej opowieści, dziewczynka zasnęła w kilka minut, pozwalając Natsu i Lucy w spokoju wrócić do kuchni i posprzątać po obfitej kolacji. Natsu zajął się naczyniami, wycierając je po kolei, kiedy Lucy wpatrzyła się w wiszący wysoko na niebie Księżyc — pełen blasku, niepokoju i zwiastuna nadchodzących nieszczęść. Widziała w tej srebrnej twarzy odbicie boga, który ją skrzywdził, zranił i doprowadził do załamania.

Opadła na krzesło.

— Znowu go widzisz? — słusznie zauważył Natsu.

Podniosła głowę. Domyślał się więcej niż by się po nim spodziewała.

Skinęła.

Natsu wytarł ręce, a potem przyklęknął przed kobietą, ujmując jej dłonie. Ucałował w jej wierzch delikatnie, z bezgraniczną troską i oddaniem, których teraz potrzebowała.

—Raczej tego nie unikniemy, ale cieszmy się życiem, póki możemy. Mamy całkiem ładne mieszkanko, córka nam rośnie, jak na drożdżach, a na dodatek moja żona stała się bohaterem!

— Dureń — wyszeptała. — Dobrze, że nikogo nie ma pomiędzy nami. Jesteś za dużym optymistą, a ja pesymistą. Trudno znaleźć między nami równowagę.

Ogarnął fragment jej włosów za ucho.

— Ja się tu naprawdę staram — podkreślił, żeby nie miała co do tego żadnych wątpliwości.

— Wiem, ja też. Patrz, jakiego super męża sobie znalazłam. Te przypadki, lubią chodzić parami. No i mamy wspaniałą córeczkę. Mieszkanko jest całkiem niezłe. Umiecie dobrze gotować.

—Widzisz? Same plusy.

Chwycił Lucy nagle w pasie i podniósł. Zakręcił się z kobietą wokół własnej osi, a potem nią rzucił pod sufit. Złapał Lucy w swoje ramiona i pocałował mocno w czoło, policzek, szyję. Odepchnęła jego twarz od siebie, narzekając, że już wystarczy, ale Natsu dopiero zaczął. Uniósł znacząco brwi.

Lucy zamarła.

Na jej twarzy wyskoczyły rumieńce. Oczywiście od razu domyśliła się, co Natsu sugeruje. Dziecko śpi, po raz pierwszy od dłuższego czasu, jak kamień, zakończyli wszystkie misje, odpoczęli, zebrali trochę oszczędności na najbliższe miesiące, a poza tym byli w końcu sami. Nikt im nie przeszkadzał…

Nieśmiało dotknęła obrączki założonej na palcu serdecznym.

— Ale tylko raz — odpowiedziała, nie chcąc dłużej trzymać Natsu w niepewności.

— No cóż… Muszę się postarać, żeby ten razzzz trwał bardzo, bardzo, bardzo długo.

Złapał ją w pocałunku, i zaprowadził w kierunku sypialni, nie przerywając ani na moment.

 

***

 

Wstała wcześnie, z głupiego nawyku, który sobie wyrobiła w trakcie podróży — jak tylko wzeszło słońce.

Otworzyła okno, wpuszczając trochę powietrza do dusznego pokoju. Natsu przekręcił na drugi bok i podrapał się po odsłoniętym pośladku. Lucy z trudem zdusiła w sobie śmiech.

— Piękny dzień — stwierdziła.

Podebrała z podłogi bluzkę, po czym wygrzebała z niej pęk kluczy. Podrzuciła je na wysokość twarzy. Złapała w zdecydowanym uścisku, który sprawił, że poczuła w sobie magię gwiazd.

Narzuciła na siebie luźną sukienkę, zapięła paskiem, na stopach pozostawiła domowe buty i usiadła pośrodku pomieszczenia w medytacji. Złączyła palce, gromadząc między nimi odrobinę magii. Wzięła głęboki wdech, a oczy opadły jej w ramach rytuału, który ostatnimi czasy przechodziła co tydzień.

— Otwórz bramę, otwórz bramę nocy i dnia, gwiazd i słońca, księżyca i błękitnego nieba — jej głos jakby odbił się echem w pokoju, zamykając między czterema ścianami.

W oddali usłyszała brzdęk dzwoneczków. Wzywał ją, każda myśl sprawiała, że znajdowała się coraz bliżej źródła dźwięku, dając jej poczucie bezpieczeństwa. A kiedy odnalazła te dzwoneczki, wystawiła przed siebie dłoń i popchnęła drzwi, które objawiły się przed nią.

Otworzyła oczy. Świat Gwiezdnych Duchów powitał ją ciepłym uśmiechem. Loki zeskoczył ze swojej gwiazdy i podbiegł do Lucy, łapiąc ją w mocnym uścisku.

— Gdzie się podziewałaś, moja pani? Myślałem, że zatęsknisz za mym dotykiem, ale twój głos nie dotarł do mnie przez ostatnie dni?

Lucy palnęła Ducha w ramię.

— Weź się ogarnij!

Ominęła Lokiego i ruszyła w kierunku głównego pałacu należącego do Króla Duchów. Wzniesiony z tysiąca gwiazd unosił się na ciemnym niebie, wśród księżyców, snów, opowieści i śpiewających kołysanki duszków. Schody objawiły się w powietrzu złotym światkiem, unoszącym się między kryształami.

Lucy podążyła wyznaczoną ścieżką, wchodząc na szczyt, na plac, gdzie rozstawiono długi stół, przy którym siedziała jedna osoba — Zeref. Czytał księgę, pił herbatę i słuchał szumu nocy, szukając spokoju.

—Dobrze ci tu? — zażartowała sobie.

— Nie pamiętam, kiedy ostatnio nie musiałem się o nic martwić. To wyjątkowy stan, który pragnę pielęgnować przez długi czas — odpowiedział jej poważnym tonem, nie odrywając wzroku od książki.

— To dobrze. To dobrze… — Westchnęła. — Ciesz się chwilą tego szczęścia, na zewnątrz myślą, że cię pokonałam.

— Pokonałaś. Czuję się pokonany, słaby, bez znaczenia i z przyjemnością mógłbym pozostać w tym stanie. Natsu wie? — zapytał nagle.

— Tak.

W końcu wyjrzał znad książki.

— Wie? — powtórzył pytanie, nie wierząc kobiecie w jej pierwsze wyznanie.

Zbliżyła się do nieśmiertelnego.

— Wie — zapewniła go. — Wyjaśniłam Natsu wszystko, w szczegółach. Ukrywam przed nim tylko to, co może go zranić.

— Wyznałaś mu, że to on doprowadzi do twojej śmierci. Myślisz, że cierpiał z tego powodu samą przyjemność? — zakpił sobie z Lucy.

— Nie — fuknęła. — Ale nie miałam wyboru, poza tym chciałam, żeby zrozumiał i mnie wsparł.

— Jak romantycznie… Nie wiem, od kiedy tak szukasz w nim pomocy, ale jeśli myślisz, że to…

— To nic nie zmieni — przerwała Zerefowi. — Nie myśl sobie, że jestem na tyle głupia, żeby w to uwierzyć. Czekam na swoją śmierć. Tak, czekam, boję się jej każdego dnia, patrzę na księżyc i widzę w nim oblicze tego boga i wiesz co? Jakoś żyję z dnia na dzień, ciesząc się głupią kolacją z moją córką i mężem, wiedząc, że pewnego dnia Natsu mnie zabije, a Nashi będzie musiała na to patrzeć, a ja nie wiem, kiedy to nastąpi i w jakich okolicznościach — powiedziała na jednym wydechu.

Zabrała Zerefowi filiżankę i wypiła do dna herbatę, która pozostała mu w naczyniu.

— Mógłbym ci nalać drugą — zauważył.

— A ja mogłam wziąć drugą. — Oddała mu filiżankę. — Mam dosyć. Mam dosyć tego czekania, martwienia się, wyglądania dnia mojej śmierci i tego, co wydarzy się dalej. Ja… Naprawdę się boję. Nie możesz tego zrozumieć? Nie…

— Mogę — tym razem on wtrącił się w jej wypowiedź. — Mogę i możesz uznać to za kłamstwo, ale chciałbym uniknąć katastrofy, która nadchodzi, życia, które musi umrzeć, smutku, który ogarnie serca ludzi. Ten bóg… To przeznaczenie… Ta klątwa…

Zacisnął dłoń na todze, marszcząc gładki, prosty materiał. Czarna magia wydobyła się z jego ciała, ze złości, którą w sobie chował, z braku kontroli, bo nigdy nie nauczył się właściwie korzystać ze swoim mocy. Czarna magia zajęła filiżankę, zamieniając ją w pył. Na moment nastąpiła głucha, dziwna cisza, którą Lucy przerwała klaśnięciem.

— Moje królestwo, moje zasady! — odparła stanowczym, nieznoszącym sprzeciwu tonem, który wzdrygnął nawet Zerefem.

Wszystko wróciło do normy. Filiżanka powróciła na swoje miejsce, a Lucy napełniła ją na nowo herbatą, której się napiła.

— Wiem, że to nie jest proste, szczególnie że czekają przed nami jeszcze trudniejsze wyzwania — oznajmiła. — Sama nie do końca jestem na nie gotowa, ale jeśli możemy coś zadziałać, to tak uczyńmy.

Zeref ujął dziewczynę za dłoń.

—A co jeśli to wcale nie nasza wolna wola a plan? Przeznaczenie? — uderzył w jej niepokoje.

— To wtedy przynajmniej umrzemy ze świadomością, że od początku próbowaliśmy to przezwyciężyć — a przynajmniej tak sobie ciągle powtarzała, sądząc, że uda jej się zgromadzić w sobie więcej odwagi.

Nagle rozbrzmiał dźwięk telefonu. Lucy z Zerefem przez moment przysłuchiwali się śmiesznej melodii, grającej w świecie duchów, jak gdyby to było coś zupełnie naturalnego.

Virgo wyszła powoli zza ściany, niosąc na srebrnej tacy grający kryształ komunikacyjny, który co pięć sekund zmieniał kolor, przechodząc przez wszystkie barwy tęczy. W końcu służąca pochyliła się przed Lucy, podając jej telefon i mówiąc:

— Nowe połączenie, panienko.

Lucy nie mogła wyjść z podziwu. Patrzyła to na Virgo, to na grający telefon. Nie wyświetlał się numer, nie było wiadome, od kogo pochodzi połączenie, więc z dużą dozą niepewności sięgnęła po aparat i odebrała.

— Słucham?

— Naprawdę dodzwoniłem się do świata Gwiezdnych Duchów? — rozbrzmiał znajomy głos. — To… To… Niesamowite?! Lucy, czy ty to słyszysz? Myślałem, że co najwyżej to jakiś żart, ale…

— Stop — przerwała. — Czy to ty Maury?

Zerknęła na Zerefa i wzruszyła ramionami. Nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się, żeby ktokolwiek dodzwonił się do niej, kiedy przebywała w świecie Gwiezdnych Duchów, ale też to tej pory nie było nikogo, kto w ogóle miał ochotę do niej zadzwonić.

Oddaliła się od Zrefa, potrzebując odrobinę prywatności. Dostawała dreszczy na myśl, że jeden z najpotężniejszych magów zagląda jej przez ramię i podsłuchuje rozmowę z innym jednym z najpotężniejszych magów. Ta koligacja od początku jej się nie podobała.

— Czy coś się stało? — zapytała zmartwiona.

— A gdzie tam! — Usłyszała trzaśnięcie drzwiami po drugiej stronie słuchawki. — Przepraszam, ale mama dzisiaj wściekła się na tatę?

— A to coś nienormalnego, że Erza jest wściekła?

Nastąpiła na moment cisza.

— W sumie nie, ale powiedzmy, że stara się panować nad nerwami. Stop! Nie w tej sprawie dzwonię, daj mi chwilę — poprosił.

— Cały czas ci daję chwilę. Streszczaj się, bo jestem w trakcie ważnej rozmowy, która zadecyduje o losach ludzkości — podkreśliła, oglądając się przez ramię w stronę Zerefa.

— Zeref jest za tobą? — podsumował Maury.

— Tak… Zdecydowanie tak, więc będę wdzięczna za konkrety.

— Jasne, jasne. Lucy — tu wziął głęboki wdech — wróćcie z Natsu do Fairy Tail.

Lucy odsunęła od ucha kryształ komunikacyjny i przerwała rozmowę, blokując zawczasu numer. Opadł na fotel zmęczona, nie troszcząc się o żadne zasady kultury przy stole. Koziorożec zrugałby ją za to dawno, gdyby nie fakt, że odpoczywał w swoich gwiazdach, czytając poradnik „Dobrego pasterza” ze wskazówkami, jak należy dobrze hodować marchewki.

— Nie przewidzisz ścieżki, którą zaplanowali dla ciebie bogowie — zaczął nagle swój monolog Zeref. — Wiele stuleci walczyłem z niezwyciężalnym i wygrałem. Wskrzesiłem swojego brata, zakochałem się i dalej walczyłem z bogami.

— Nie wygrałeś —Lucy stanęła na drodze maga. — Nigdy nie wygrałeś. Poddałeś się złudzeniu, w które kazali ci wierzyć. Jeśli będziesz błądził w tym sztucznym przekonaniu, to jesteś większym głupcem niż bym się po tobie tego spodziewała. Oni od początku się nami bawią, realizują swoje plany i ja wiem… ja po prostu to wiem, że niezależnie od mojej ingerencji, nie wygramy. My… — Złapała się za głowę. — Przegramy… — wyszeptała.

Ktoś położył na jej ramionach ręce. Gwałtownie się odwróciła, uderzając czołem w policzek pochylającego się nad nią Natsu. Ryknęła z bólu. Jakby zderzyła się ze ścianą.

— Co tu robisz?! — wściekła się na niego. — I jak… Jak ty?

Natsu wskazał palcem za siebie, gdzie niewinnie o ścianę opierała się Aquarius. Uśmiechnęła się złowrogo. Lucy wyobraziła sobie, jak mówi do siebie: „zasłużyłaś na to, gówniaro”.

Tak, zasłużyła.

— Cześć, Natsu — przywitał się Zeref.

— Hej, Zeref, moja żonka bardzo się naprzykrza?

— Ani trochę, co więcej wyczekuję naszych rozmów. Duchy niekonieczne są chętne na konwersację ze mną. Nie ufają mi — jego głos był ciepły, zupełnie inny od tego, który używał w czasie rozmów z Lucy. Słowa dobierał ostrożnie, robiąc pauzy po każdym zdaniu, jakby rozmyślał nad planowaną odpowiedzią.

Natsu mimo wszystko był wskrzeszonym bratem Zerefa, którego nie poznał, z którym stracił kontakt, z którym minął się o czterysta lat, a teraz do którego niewinnie się uśmiechał.

— A dziwisz się? — wtrąciła się Lucy. — Jesteś Czarnym Magiem.

— Oj, weź, Gajeel przybił Levy do drzewa, a teraz mają wspólnie bliźniaki. Ludzie się zmieniają, a Zeref miał na to sporo czasu — stanął w jego obronie Natsu.

— Co racja to racja. — Wzruszyła ramionami. — Ale co innego Gajeel, a co innego mag, który sieje postrach od setek. Najlepiej będzie, jeśli przez jakiś czas zostanie w świecie Gwiezdnych Duchów.

— Moja droga Lucy, dziękuję ci z całego serca, spróbuję wykorzystać ten czas na medytację.

Skinęła. To był jeden z lepszy pomysłów, który potrafiła zaakceptować.

— A co z wami? Zostaniecie w Crocus? — zadał pytanie.

Wyrzuciła z pamięci propozycję Maurego, nie brała jej ani przez minutę pod uwagę, szczególnie że obiecała sobie trzymać Fairy Tail z dala od jej problemów i…

— Wracamy — zadecydował Natsu bez konsultacji z Lucy w tej sprawie.

— Natsu… Co?

Złapała go za szal i przyciągnęła do siebie, tak że zetknęli się czołami. Jej nadal bolało, zacisnęła zęby, zduszając w sobie pisk, a potem czekała, wierząc, że jej stanowczy sprzeciw coś zmieni.

— Nie — Natsu trzymał przy swoim.

— Ale dlaczego?

— Bo to nasza rodzina — powiedział coś, czego się po nim nie spodziewała, nie po tych latach rozłąki. — Odeszliśmy, wyruszyliśmy na wielką przygodę, pobraliśmy się, urodziła się Nashi, więc… — zarumienił się ze wstydu — tęsknię za nimi. Kocham ich. Happy nie zna naszej córeczki. To mój dom. — Ujął Lucy za dłoń. — Nasz dom.

Lucy dotknęła jego policzka. Jak długo dusił w sobie pragnienie powrotu do domu? Ile razy próbował wyjść propozycją powrotu? Jak często go ignorowała i nie słuchała?

— Ty chcesz wrócić — stwierdziła. — Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś?

— Bo… bałem się. Nie chciałem cię znowu stracić.

— Stracić? Przecież nie…

— Ostatnim razem planowałaś odejść sama, tym razem nie musiało być inaczej.

— I dlatego wpadłeś na tak idiotyczny pomysł, żeby mi o niczym nie mówić?! — podniosła głos, do tego niesłusznie, mając pretensje do Natsu, nie do siebie.

Odsunęła dłoń, wyrwała się z uścisku, żałując, że wcześniej nie pomyślała o Natsu. To był jego dom — miejsce, w którym się wychował, tam znajdowała się jego rodzina, i tam zawsze wracał. Poświęcił się dla niej i został w obcym mieście,

— Głupia — wyszeptała. — Wracamy — oznajmiła niespodziewanie.

— Lucy…

Przyłożyła palec do jego ust, nakazując milczenie.

— Wracamy. Musimy przecież zapoznać Nashi z jej rodziną!

Natsu złapał Lucy za nogi i podniósł ją wysoko, ściskając z miłością, na którą nie zasługiwała. 

[Forgetting Envies] Rozdział 24

                      

Wei Wuxian wyjął z portfela Lan Wanji jeden papierowy pieniądz. Zapalił gaz w kuchence i spalił papier, modląc się za duszę babci Xue Yanga, aby w końcu odnalazła wymarzony spokój. Jej ciało zamieniło się w proch, nie pozostawiając żadnego śladu po osobie, z którą jeszcze godzinę temu swobodnie rozmawiali i choć wypadało, żeby zatrzymali się na moment i powiadomili odpowiednie służby, oboje zaczęli rozglądać się swobodnie po domu, wykorzystując tę chwilę samotności okazję, która mogła się już nie nadarzyć. Trzy pomieszczenia były zamknięte na kłódkę — pierwsze prowadziło na strych, drugie do piwnicy, trzeba wyglądało na swego rodzaju gabinet.

[Pogromca smoków] Rozdział 72

           

Mówili o smokach, mówili o nadchodzącym zagrożeniu, mówili o Pogromcach Smoków i mówili również o niej — Lucy Dragneel.

Maury potajemnie wyślizgnął się z gildii, uciekając w kierunku księgarni TicToki, w której sprzedawca obiecał zostawić mu jeden egzemplarz tygodnika Magnolijskiego, zanim cały nakład się wyprzeda. Wybłagał rodziców o kilka kryształów, zresztą słusznie przez niego zarobionych, którymi przed ukończeniem lat siedemnastu nie miał prawa nimi dysponować (a w zasadzie nie śmiał przeciwstawić się decyzji matki). Ten jeden raz to wyjątek, usprawiedliwiony wyjątek.

[Forgetting Envies] Rozdział 23

                     

Wei Wuxian wyciągnął dłoń w kierunku kobiety — kiedyś pragnął, aby ktoś w ten sam sposób postąpił i z nim. Z wytęsknieniem czekał na odrobinę współczucia, zbliżając się każdego dnia do krawędzi załamania, którą w końcu przekroczył. Gdyby wtedy ktoś, ktokolwiek, napotkał na jego błagalne spojrzenie, to samo, którym obdarzyła go właśnie ta kobieta, może coś by się zmieniło. Wystarczył jeden krok w tył, aby nie doprowadzić do zakończenia, z którym ostatecznie się spotkał. Ale czy miał prawo wierzyć, że wtedy dało się jeszcze cokolwiek naprawić?

Fanfiction




OPOWIADANIE MO DAO ZU SHI

OPOWIADANIE FAIRY TAIL

FAUX PAS
OPOWIADANIE MIRACULOUS

OPOWIADANIE MIRACULOUS

OPOWIADANIE FAIRY TAIL



OPOWIADANIE BOKU NO HERO ACADEMIA

OPOWIADANIE GRA O TRON

OPOWIADANIE FAIRY TAIL

OPOWIADANIE FAIRY TAIL

OPOWIADANIE FAIRY TAIL

OPOWIADANIE FAIRY TAIL


OPOWIADANIE FAIRY TAIL

OPOWIADANIE FAIRY TAIL






[Forgetting Envies] Rozdział 22

                    

Świat zmieniał się każdego dnia.

Wei Wuxian bacznie przyglądał się tym zmianom, dostosowując do nich zarówno umysł i ciało. W swoim drugim życiu wychował się w środowisku, gdzie wymagało się, by nadganiać pogłębiający się progres w obecnych czasach. Dla Lan Wangji było to coś zupełnie obecnego i niezrozumiałego. Żył w harmonii z dzień, ciesząc każdą spokojną sekundą. Nie liczył dni, nie przejmował się otaczającymi go miastami, w których ludzie pędzili jak oszalali, biegnąc z jednego miejsca na drugie, nie zatrzymując się, nie witając za dnia i nie żegnając z nocą.

[Pogromca smoków] Rozdział 71

          

Przemierzała Magnolię bez większego celu. Jeszcze nie odnalazła w sobie odwagi, żeby opuścić miasto. Wcześniej i tak powinna odwiedzić dom Natsu i stamtąd zabrać resztę swoich rzeczy. Jednak nie śpieszyło jej się.

Miasto rodziło się do życia, kiedy pierwsi mieszkańcy zaczęli odwiedzać targ. Wkrótce zrobiło się tłoczno i hałaśliwie. Z trudem słyszała własne myśli. To nie był najlepszy czas na skupienie. Może nie tego w tym momencie potrzebowała, a towarzystwa innych ludzi? Uspokajali, odwracali uwagę od wszystkiego, o czym próbowała zapomnieć. Może to i lepiej.

[Pogromca smoków] Rozdział 70

         

Oddech Natsu uspokoił się. Od kilku godzin nie wstrząsnęły nic żadne konwulsje, więc Lucy rozsiadła się wygodnie na fotelu, który wcześniej zajmował Gray, i na moment zamknęła oczy. Nie dała rady zasnąć. Chwila relaksu sprawiała, że budziła się gwałtownie z krzykiem zduszonym między zamkniętymi wargami. Przetarła zmęczone oczy i przykryła się kocem w tę wietrzną i chłodną noc.

[Forgetting Envies] Rozdział 21

                   

Po trzech godzinach nadal nie wypuścił Lan Zhana ze swoich objęć.

Wei Wuxian zawiesił się swobodnie na Nieśmiertelnym Mistrzu i pozwolił mu się zaprowadzić do pokoju, który wcześniej naszykowali mu uczniowie sekty Lan. Był prosty w swojej konstrukcji, z posłaniem w kącie, dwoma zestawami ubrań i zamkniętym zwojem z mądrościami przodków — czytanie pisma uznano już przed dwa tysiące laty za zwyczaj, choć Wei Wuxian niekoniecznie chętnie z niego korzystał. Pokój uderzał nudą i zwyczajnością, która idealnie odpowiadała zwyczajom panującym w sekcie, ale nie jego przyzwyczajeniom.

[Forgetting Envies] Rozdział 20

                  

"To moja wina" — była to jedna z pierwszych myśli, która pojawiła się w głowie Wei Wuxiana. Wyzwanie A—Qing wstrząsnęło nim. Przyzwyczaił się już do wspomnień z przeszłości, akceptując Demonicznego Kultywatora, którym kiedyś był.

Dziś znowu za to odpowiadał?

[Pogromca smoków] Rozdział 69

        

Brakowało jej unoszącego się w powietrzu zapachu herbaty. Zastąpił ją za to ten sam swąd rozkładających się ciał, który zostawiła za sobą w jaskini.

Powróciła do niej?

Nie była tego pewna. Brakowało sił, aby na chwilę rozchylić powieki i sprawdzić swoje przypuszczenia. Dlatego zostało jej bazowanie na pozostałych zmysłach. Jednak nikt się nie odzywał, trwała niepokojąca cisza, pogłębiająca w niej lęk, że została w tej ciemności sama. Gdzie Natsu? Co z Erzą i Grayem? Przypomniała sobie również o Nashi, która zniknęła chwilę przed tym, jak pojawił się bóg. O Maurym starała się zapomnieć. Skrzywdziłaby świadomie chłopaka, choć nic złego nie uczynił, oprócz tego, że się narodził.

[Forgetting Envies] Rozdział 19

                 

Uprowadzeni zdążyli uciec, nim Xue Yang zdetonował ładunki. Policjanci ogarnęli sytuację, zaprowadzając ludzi do pobliskiej świetlicy, gdzie zajęli się nimi pielęgniarze. Nikt nie wymagał dłuższej kontroli, więc poprosili o pozostanie na miejscu w celu złożenia zeznania.

[Pogromca smoków] Rozdział 68

       

Bóg podparł od spodu filiżankę całą dłonią, jakby próbował się napić z czarki. Nie chwycił za ucho, zamiast tego ujął za naczynie z obu stron palcami. Wziął jeden łyk, drugi i dopiero po trzecim odstawił filiżankę z powrotem na spodek. Bóg uśmiechnął się z rozkoszy.

[Forgetting Envies] Rozdział 18

                

Lan Qiren przerzucił niedbale plecak przez ramię, po czym syknął z bólu, kiedy wykręcił za mocno obity bark. Plecak opadł i zawisnął przed nim, na bezwładnej ręce, kołysząc się na boki.

To bolało…

[Pogromca smoków] Rozdział 67

      

Opuściła bezwładnie ręce.

Wołania Lokiego zaczęły szumieć w jej myślach, ale zignorowała je, kierując całą swoją uwagę na Shinę. Nieświadomie pobiegła ku dziewczynie i zarzuciła na nią ręce, łapiąc w silnym uścisku.

[Forgetting Envies] Rozdział 17

               

Rura odpływowa pękła w pół, opadając w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą znajdowali się Wei Wuxian i Lan Wangji. Woda spłynęła na tory. Poleciały iskry od zwarć przy połączeniach elektrycznych. Lan Wangji nie zamierzał ryzykować życia Wei Wuxiana. Objął go w pasie i wskoczyli razem na miecz Nieśmiertelnego Mistrza, który zaniósł iść na główne rozwidlenie znajdujące się pod centrum miasta.

Blogger Widgets