Bożena wróciła do samochodu. Otworzyła
stare Punto i weszła do środka, odsuwając fotel od kierownicy. Rozłożyła się,
wbijając zmęczone spojrzenie w sufit auta. Palcami zaczęła stukać o oparcie od
strony pasażera. Jednak jej chwilowy odpoczynek nie potrwał długo. Po kilku
minutach słońce wyszło zza chmur, a ostre, gorące promienie padły prosto na
twarz kobiety, przebijając się przez okno. Syknęła zajadle, zasłaniając się
ręką. Kornelii gorąco nie przeszkadzało, była wobec niego obojętna, ale Bożena
musiała czuć się jak kiełbaska na grillu.
— Ani chwili spokoju — syknęła zajadle.
Kornelia rozejrzała się. Na osiedlowym
parkingu w zasadzie panowała cisza. Upał nie zachęcał do wyjścia na zewnątrz,
poza tym godzina wskazywała, że spora część osób przebywała w tym czasie w
pracy, w szkole czy na innych zajęciach.
Bożena podniosła się, ziewając szeroko.
Rude włosy wyskoczyły z kucyka, kręcąc się słodko na końcówkach. Złapała za
jedną i zaczęła się nią bawić, równocześnie drugą usiłując wyciągnąć z torby
laptop. Po kilku nieudanych próbach, w końcu położyła sprzęt na kolanach i
włączyła. Zanim urządzenie się uruchomiło w pełni, sprawdziła telefon — żadnych
nowych wiadomości. Ziewnęła jeszcze szerzej niż wcześniej. Kobieta
bezsprzecznie zasługiwała na parę godzin porządnego snu, ale zamiast
odpoczywać, zajrzała do Internetu, wpisując trzy hasła: Kornelia, Lublin i
morderstwo. Ukazało się prawie dwadzieścia pięć tysięcy wyników.
— Jak ja mam to wszystko przejrzeć? —
spytała zrezygnowana.
Trop dotyczący morderstwa Kornelii
wcale nie musiał prowadzić do rozwiązania sprawy zaginięcia Penelopy. Widziała,
podobnie jak Bożena, powiązania między dwiema sprawami, ale powoli wątpiła w nie.
Obie zdarzyły się podobnym czasie, ale ciała Penelopy nie odnaleziono. Nie dało
się wykluczyć uczestnictwa Penelopy w zabójstwie Kornelii. Na tym etapie zakładała
taką ewentualność, ale nie uznawała za pewnik.
Bożena przesunęła się. Ekran odbił
światło, całkowicie zaciemniając Kornelii widok. Wyciągnęła szyję — nadal nic
nie zauważyła. Pustym wzrokiem objęła samochód, po czym przeszła przez całe
zawieszenie i Bożenę, zatrzymując się dopiero na samym środku. Pochyliła się,
idealnie obejmując wzrokiem cały ekran laptopa. W pasku przeglądarki zdążyło
się pojawić kilkanaście artykułów — część prasowych, niektóre wyglądały na
amatorskie, a jeszcze kilka pochodziło ze stron niezajmujących się taką
tematyką. Jedno było pewnie — śmierć dziewczyny poruszyła społeczeństwo. Co
chwilę pojawiały się komentarze krytykujące działania policji i wyrażające współczucie
dla rodzin. Wszystkie podobne do siebie, nic niewnoszące do sprawy. Jakiś
użytkownik pozostawił wiadomość, że znał osobiście jedną z ofiar. Za przyczynę
śmierci uznał narkotyki, a policję oskarżył, że na niczym się nie zna.
— Co za bzdury! — fuknęła Bożena,
kręcąc rudym włosem wokół palca. — Ale… — Przymknęła oczy, przecierając je
palcami ze zmęczenia.
— Ale nikt nie mówił o Penelopie —
dokończyła po raz kolejny za kobietę.
Zminimalizowała przeglądarkę. Na
pulpicie wyrosły trzy pliki o nazwach: „sprawa 1”, „sprawa 2” i „sprawa 3”.
Bożena złapała twarz w dłonie i jęknęła żałośnie.
Z kieszeni torby wyjęła telefon.
Wybrała pierwszy kontakt z listy i zadzwoniła, wciąż wyglądając za okno. Raz
obejrzała się przez ramię, przechodząc głową przez brzuch Kornelii. Nie
załaskotało, ale nieprzyjemne dreszcze przebiegły przez ciało dziewczyny, mimo
że była duchem.
— Daniel, czy możesz znaleźć coś na
temat sprawy morderstwa Kornelii Dalińskiej? — spytała. — I byłabym wdzięczna
za informacje o Penelopie Rosińskiej — dodała dopiero po chwili, słuchając
odpowiedzi wspomnianego Daniela. — Tak, tak, poszukaj coś, a ja pojadę do
kawiarni. — Zaśmiała się. — No oczywiście, że do tej. Innych nie znam —
zażartowała, postukując w kierownicę palcami. — To… Do zobaczenia w domu.
Rozłączyła się, lecz zaraz wykonała
kolejny telefon pod nieznany numer. Odczekała kilkanaście sygnałów. Poczta
głosowa włączyła się, a Bożena zazgrzytała ze złości zębami. Wzięła kilka
głębokich wdechów, mrucząc pod nosem, że nie ma, o co się denerwować.
— Część, tu Bożena… — zamilkła,
przewracając oczami — Radwanik, detektyw, masz u mnie dług — dodała
pospiesznie. — Wiem, że prowadzisz sprawę zamordowanych dziewczyn. Interesuje
mnie Penelopa, przyjaciółka jednej z zamordowanych. Możesz przesłać mi
informacje faksem?
Wyłączyła sprzęt i zamknęła za sobą
drzwi, odpalając silnik. Coś zarzęziło pod maską. Bożena zmarszczyła brwi,
przyglądając się stacyjce z niecierpliwością. Wykonała jeszcze jedną próbę, a
samochód zapalił jak nowy.
Kornelia zamarła.
— Ty chyba teraz nie odjedziesz? —
spytała, ale odpowiedziało tylko milczenie.
Przełknęła głośno ślinę i skierowała
wzrok na podłogę. Podniosła jedną stopę i postawiła ją na plastikowej
wycieraczce — nie przeszła przez nią. Z drugą poszło łatwiej. Wyprostowała się,
wystawiając głowę z nad maski. Nawet nie próbowała sobie wyobrażać, jak
komicznie musiało to wyglądać. Działało — to najważniejsze. A chwilę później
odjechała wraz z Bożeną.
***
Kawiarnia wyrosła przez oczami Kornelii
wśród gęsto postawionych bloków. Niewielka, wyglądająca z oddali na skromną.
Tylko dla stałych klientów ceniących ciszę i spokój — tak oceniła ją na
pierwszy rzut oka. Bożena zatrzymała się na osiedlowym parkingu i podążyła do
kawiarni, biorąc ze sobą laptop. Weszła do środka, a dzwoneczek zabrzmiał
przyjemnie, ogłaszając przybycie nowego klienta. Barista uśmiechnął się,
pogłębiając zmarszczki wokół oczu i na czole. Drżącą dłonią chwycił za kubek w
kwiaty, czyszcząc go szmatką.
— Piękny dzień, prawda? — spytała,
siadając w samym kącie pomieszczenia.
— Zgadza się, pani Bożenko. Aż
przyjemnie się pracuje.
Poprawił spadające z nosa okulary,
których czarne oprawki ciekawie komponowały się z ciemnymi włosami. Mimo że był
człowiekiem w starszym wieku, to nadal włosy miał gęste i o jednolitym
ciemnobrązowym kolorze. Kornelia nie dostrzegła choćby jednego siwego kosmyka.
Bożena wyjęła laptop, podłączyła do
gniazda i zaczekała moment, aż urządzenie się uruchomi. Rozciągnęła się. Kilka
kości zastrzykało. Wyprostowała się i spojrzała w ekran, otwierając pierwszy z
plików. Barista postawił przed nią świeżo zrobioną kawę.
— Dziękuję.
— Dużo pracy czeka, pani Bożenko, więc
dobra kawa na pewno umili pracę.
— Oj, tak — zgodziła się. — Niestety,
ale musze kilka raportów napisać. Zawsze na wiosnę mam więcej zleceń. Nie wiem,
czy ludzie wtedy częściej zdradzają czy co? — Wzruszyła ramionami.
Wzięła łyk gorącej kawy, zaraz się
zachłystując nia. Otworzyła szeroko usta i złapała się za czoło.
— Przepraszam, zapomniałam, że pan też…
Ojejku. Zmęczona jestem, nie pomyślałam. Mam nadzieję, że pan się nie obrazi.
— Oj, pani Bożenko. — Machnął ręką. —
Dawne dzieje. Dzięki pani poznałem prawdę, więc proszę się nie przejmować.
Przecież pani wie, że moja świętej pamięci żona odeszła dwa lata temu.
— Tak, tak, pamiętam, ale mimo
wszystko… — naciskała.
— Proszę się zająć sprawą, a ja tu
trochę posprzątam.
Kornelia rozejrzała się. Co tu niby
miał sprzątać? Lokal wyglądał na wyczyszczony na absolutny błysk. Nawet
najmniejszy skrawek kurzu nie osiadł się w kątach, a okna lśniły od odbijającego
się przez nie słońca. Mimo to wziął do rąk szczotkę i zaczął zmiatać. Bożena
uśmiechnęła się delikatnie i napiła kawy, przekręcając w dłoniach kubek. Pianka
podziała się w ciągu chwili, przyczepiając się nad górną wargą w postaci
białych wąsów. Zlizała ją, śmiejąc się cicho.
— Jednak pana kawa jest najlepsza na
całym świecie! — oświadczyła głośno.
Zastrzykała placami i wzięła się do
roboty. Kornelia przyjrzała się jej pracy — nudnemu raportowi, który musiała
złożyć klientom po sprawie. Nie widziała w tym żadnego związku z zaginięciem
Penelopy, ale może tak właśnie wyglądał typowy dzień Bożeny. Pozostało jej
tylko czekać, aż skończy. A stało się tak dopiero po trzech, długich godzinach,
kiedy barista przyniósł drugą kawę — tym razem z posypką czekoladową na piance
i kawałkiem szarlotki z lodami truskawkowymi. W milczeniu postawił na stole, po
czym odszedł, biorąc się za sprzątanie części za ladą.
Pokręciła głową. Marnował tylko czas na
niepotrzebne prace, choć mógł zajmować się reklamowaniem kawiarni, wdrożyć
produkt, który przyciągnąłby klientów czy nawet rozwiązać parę krzyżówek. Nie,
wolał dbać, by jego lokal lśnił dla jedynego klienta znajdującego się właśnie w
środku. Nie rozumiała takiego zachowania.
— Duszo — odezwał się głos zza lady.
Nie należał do baristy. Był niski, lekko chropowaty jakby od zmęczenia. — Duszo
— powtórzył wołanie.
Zbliżyła się, wychylając się ostrożnie
z nad blatu. Para bladych ślepi powitała ją chłodnym, mrożącym krew w żyłach
spojrzeniem. Stworzenie, które wyglądem przypominało trochę człowieka,
zacharczało, wypluwając flegmę na podłogę — od razu wytarł ją barista.
Wystawiło wysuszoną rękę przed siebie, palcem, na którym skóra trzymała się na
kościach ostatkiem sił, wskazując na Kornelię.
— Odejdź — nakazał ostrym tonem,
wyrywając sobie dwa siwe włosy.
Skulił się w nędzny kłębek, zamykając
wąskie usta w cienką linijkę, wokół której zebrały się czarne brodawki.
Stworzenie zacharczało, a Kornelia dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że to
starzec, prawdziwy człowiek u kresu swoich sił… Dlaczego nie umiera?, spytała, odchodząc od mężczyzny.
— Słucham?! — krzyknęła Bożena,
gwałtownie wstając. Krzesło poleciało do tyłu, uderzając oparciem w ścianę. —
Właśnie napisali, że rodzice Kornelii, tej zamordowanej, pokłócili się i
Agnieszka trafiła do szpitala z rozbitą głową. — Wskazała palcem na ekran.
Kornelia przeszła przez kobietę i
przeczytała krótką notkę, którą zamieściła jakaś gazeta plotkarska. Godzina,
miejsce i okoliczności… Niemal wszystko zgadzało się z wydarzeniami, które
przeżyła przy pierwszym razie. Odsunęła się, przecierając usta. A więc to ona
zmieniła drugi raz, odzywając się? Usłyszeli ją? Raczej nie, ale nadal wpłynęła
na decyzję Rafała i Agnieszki, doprowadzając do jeszcze większej tragedii.
Przyłożyła rękę do piersi i przymknęła
powieki, nasłuchując, czy serce zabiło jej mocniej. Nic się nie stało. Nadal
wypełniała ją pustka. Myślała, że zapełni ją wiadomość o małżeństwie, ale
wyrzuty sumienia nie pojawiły się. Jedynie obiecała sobie, że już nigdy więcej
ich nie odwiedzi. Wystarczyła im śmierć córki.
Laptop nagle się wyłączył. Bożena
odłączyła kabel z gniazda i spakowała sprzęt, międzyczasie wypijając kawę i
przegryzając ciastko. Zakaszlała, dławiąc się lodami. Popiła je resztkami
napoju, lecz zaraz wypluła całość na stół. Uderzyła się w pierś, a barista
poklepał ją w plecy, podając chusteczkę. Wytarła nią twarz.
— Dziękuję — powiedziała niskim,
gardłowym głosem.
— Proszę usiąść i się uspokoić —
zaproponował.
Kobieta tak też zrobiła. Wzięła kilka
głębokich wdechów, powoli się uspokajając.
— Dziadkowie Penelopy wyznaczyli
nagrodę dla tego, kto posiada informację o ich wnuczce… — Charknęła. — Już
czekam, aż rozejdzie się wieść, że to ja prowadzę sprawę. Nic, tylko czekałam,
aż zwalą mi się na głowę media i ludzie, który pragnął w nich zaistnieć.
Cisnęła chustką o stół. Położyła na nim
łokcie, a palce wplotła we włosy.
— Może nie stanie się nic złego —
pocieszył ją mężczyzna.
Westchnęła.
— Stanie się. Tacy bogacze potrafią
zatroszczyć się o uwagę. — Parsknęła śmiechem. — Dobrze, że nie podali mojego
numeru. Jeszcze tylko o to bym się prosiła. Mój Boże… — Złożyła ręce w geście
modlitwy. — Czy ja naprawdę zasłużyłam na to, co mnie ciągle spotyka? Mam
wrażenie, że chodzi za mną jakiś pech…
Kornelia otworzyła usta, chcąc
powiedzieć jej, że nie, ale w ostatnich chwili powstrzymała się. Machnęła na to
ręką, niechcący przelatując przez ramię baristy. Mrowienie przeszło przez jej
skórę. Nie raz, nie dwa doświadczyła podobnej sytuacji, ale nadal się do niej
nie przyzwyczaiła.
— Dotyk musi być przyjemny — szepnęła,
łapiąc się za własną dłoń — za wszystko, co jej pozostało.
Potrząsnęła głową i obejrzała przez
ramię. Barista kończył właśnie przygotowywać kawę na wynos. Włożył do
plastikowej reklamówki kawałek ciasta i spadkował kubek, zamykając go z
wierzchu wieczkiem. Wszystko położył na ladzie.
— Proszę wziąć do domu i odpocząć —
poradził.
Bożena podniosła się, klapiąc w uda.
Poprawiła spadające z wąskich bioder spodnie i wyjęła z tylnej kieszeni
portfel. Wyjęła banknot pięćdziesięciozłotowy i podała mężczyźnie. Otworzył
kasę, lecz Bożena wzięła ze sobą siatkę i odeszła.
— A reszta? — spytał.
— Jeszcze nie raz tu wrócę na najlepszą
kawę w całym Lublinie!
Pomachała mężczyźnie i wyszła lokalu.
Kornelia podążyła za nią, powoli zdając sobie sprawę, że znowu będzie musiała
jechać w samochodzie w tej komicznej pozycji, z wystającą głową z dachu.
Zdusiła w sobie śmiech. Z przyjemnością dałaby zrobić sobie zdjęcie — nawet po
to, by sprawdzić, jak wygląda.
Dobrze, że Kornelia nauczyła się jak jeździć samochodem, bo miałaby niezłe klopoty ,heh:).
OdpowiedzUsuńSwoją drogą zauważyłam pewną różnicę w Twoim stylu między fanfikami a tym autorskim opowiadaniem. Tutaj tak nie pędzisz ,skupiasz też na wolniejszych momentach. Ciekawie jest to czytać :).
Przede wszystkim w fanficach mieszałam sporo narracji. Tutaj jest tylko POV Kornelii, przez co trochę "zwalniam", ale fakt, bardziej się skupiam na szczegółach :) I świetnie, że przyjemnie się czyta! A kolejny rozdział już w poniedziałek! Oj, coś ciekawego się w nim pojawi :)
UsuńA! I dziękuję za komentarz :)
Usuń